Każdy może dodać dokładnie jedno zdanie do bieżącego tekstu. Czytasz, co zbudowali obcy przed tobą, i dokładasz następną linię. Archiwa co sto zdań zamykają trwałe fragmenty do udostępniania.
Kinetyczna typografia sprawia, że rosnący tekst wydaje się fizyczny — waga, rytm, scroll — ale zasady są surowe: jeden wkład na sesję, bez edycji przeszłości.
Losowy fragment wycina kawałek historii; narzędzia udostępniania kopiują fragment bez ujawniania, kto napisał którą klauzulę.
To nie Google Docs. To folklor składany na żywo przez ludzi, którzy nigdy się nie skoordynują.